Dzisiejszego dnia pojechaliśmy po mojego piesiaczka - Farę do Kliniki Małych Zwierząt w Lublinie. Ups! Zapomniałam wam powiedzieć, że dziwna choroba mojej suni, to ropo macicze. Dobrze więc, że zdążyliśmy na czas do kliniki, gdyż chory organ pękł, no i... ogółem nie było to za ciekawe. Operacja się udała, a ja mogę z ulgą potwierdzić, iż Fara ma się dobrze, a gdy zobaczyła nas pierwszego dnia, była skłonna nas stratować ze szczęścia. Hmm... Szkoda, że nie zrobiłam jej wtedy zdjęcia, tak niecodziennie wyglądała! No cóż, postaram się wam to opisać - pies miał na przedniej prawej i tylniej lewej łapie skupisko przeźroczystych rurek (tata wytłumaczył mi, że służy to do podawania różnego rodzaju leków), a na prawym boku jeszcze większe skupisko jeszcze większych rurek, wraz z niewielkim woreczkiem do którego spływała owa wydzielina i to wszystko przymocowane taśmą (najdłuższe zdanie kiedykolwiek <3). Kiedy dzisiaj przyjechaliśmy po pupila (podwieźliśmy przy okazji autostopowicza w lenonkach, i widzieliśmy kamerzystę i reportera spacerujących bez celu po śniegu ;)) zauważyłam, że odpięli jej te wszystkie rurki. Na miejscu było również dużo dużych i małych psów, z czego połowa to szczenięta, było też sporo kotów; czasem kocięta. Byliśmy na krótkim spacerze, a pieskowi założyli kołnierz :). Śmiesznie teraz wygląda. Na razie (czyli przez jakiś tydzień) suczka będzie mieszkała u nas w przedpokoju. Oto zdjęcia pacjenta:
Wiadomość z ostatniej chwili: Fara zasnęła!


Brak komentarzy:
Prześlij komentarz